vestigia blog

Twój nowy blog

W Lidlu

8 komentarzy

Jest ciepły czerwcowy wieczór. W Lidlu duży ruch, dzieci biegają
między półkami, ludzie nawzajem się przekrzykują. Sprzedawca
niespiesznie przesuwa ostatni zakup w moją stronę. Pchając wózek w
kierunku parkingu kątem oka łapię obrazek. On i ona. Może osiemnaście
lat a  może mniej, trudno mi powiedzieć bo już dawno tyle nie miałam. On uśmiecha się do niej oczami a oczy ma zawadiackie choć widać że potrafi być grzeczny kiedy tego wymaga sytuacja.

Luz.

Taki co można z nim konie kraść, na imprezie w kącie rozmawiać do rana o Świetlickim albo SDM.
Rozmawiają o czymś banalnym, o czymś o czym można rozmawiać w Lidlu a
wyraźnie w tym Lidlu ich nie ma, świat obok nich nie istnieje. Dla nich
specjalnie poczciwa ziemia zatrzymała się w połowie obrotu i wstrzymała
oddech. Nie znają się dobrze, może rozmawiają pierwszy raz -widać lekkie
onieśmielenie, tak bardzo chcę się pokazać z najlepszej strony. Siedzą
za daleko od siebie widać, że nie są gotowi na to żeby się dotknąć.
Wydaje się że jeszcze tego nie potrzebują, chociaż być może on miał by
ochotę odgarnąć jej włosy z czoła. I tyle, tyle z potrzeb bliskości na
razie. Ona ubrana swobodnie bez ekstrawagancji, nie przyciąga wzroku tak
jak on. Długie jasne proste włosy, wydaję się że ma tendencje do tycia,
twarz lekko pyzata. Chłopcy rzadko zwracają na nią uwagę. Dużo czyta.
Musierowicz zna na pamięć. Marzy o księciu z bajki jak każda dziewczyna w
jej wieku.

Hej chłopcze z figlarnym spojrzeniem-będziesz jej księciem? Uda im się?

Ona nie ufa mężczyznom. Nie ma powodu. Ojciec zostawił je kiedy ona ma dwa lata. Mama nigdy już nie zaufała nikomu.Dlatego chowa się w sobie ucieka w książki, nie walczy, za krótko siedziała u taty na kolanach.

Co zobaczyłeś w jej oczach wesoły chłopaku? Umiesz patrzeć głębiej i
widzisz to czego inni nie widzą. Widzisz kim będzie ta kobieta jeśli
ktoś ją pokocha i pozwoli jej rozkwitnąć.

Uda im się?

Ona z bagażem doświadczeń…

Oni widzą swoje oczy. Ja widzę kredyt, brak mieszkania, wścibską
teściową, długonogą blondynkę w jego pracy, wstawanie do dziecka o
drugiej nad ranem…Pamiętam o tych którzy po hucznym weselu byli ze sobą rok a potem każde poszło szukać szczęścia jak najdalej.

Wkradłam się na chwilę do ich świata nasyciłam młodością i tym czymś
nieuchwytnym a ulotnym. Zostawiam im w zamian życzenia żeby się udało,
taki mentalny uśmiech-porcję pozytywnej energii.

Jemu życzę żeby ona umiała przymknąć oko na skarpetki w łazience.
Żeby mu piekła chleb i żeby go chwaliła i ceniła i z szacunkiem zwracała
się do niego i jego „białego konia” w stajni, żeby miała cierpliwość by
na niego czekać kiedy on się schowa w jaskini żeby coś przemyśleć. Jej
życzę żeby miała w nim oparcie, żeby ją przytulił kiedy jej się zawali
świat, żeby ubóstwiał jej cellulitis i rozstępy po trzeciej ciąży.
Obojgu żeby co rok w ciepły czerwcowy wieczór uświadamiali sobie że chcą
się razem zestarzeć..

Pierwsza kąpiel w basenie ogrodowym. W takich chwilach żałuję że muszę iść popołudniu do pracy. Tymo dalej ma problemy z przedszkolem. Zapytany przez obcych odpowiada że lubi chodzić do przedszkola co jest wierutną bzdurą.Jak tylko otworzy oczy pyta czy dziś nie idzie do przedszkola. A jutro? Zadaje tak dużo tak pokrętnych pytań jakby czekając na to że ktoś się pomyli i usłyszy upragnione – nie idziesz. Byłam świadkiem jak go panie  pytały czy lubi przedszkole-lubię was bo macie tu samochody uciął. Tymo nie wiedział że słyszę tą rozmowę. Dziś było święto bo rano miał pobraną krew więc mu pozwoliłam zostać w domu. Potem zdobyty w ten sposób samochodzik który zmienia kolor w wodzie- (Lidl) puszczaliśmy po torze i patrzyliśmy jak z chlupotem wpada do  beżowego emaliowanego rondla zdobnego w czerwone kwiaty wypełnionego wodą. Fantastycznie to się razem zgrało ;)
 Arek pewnie ma trochę racji twierdząc że nie wybawiłam sie w dzieciństwie. Jeszcze zanim pojawił się Tymo twierdził ze będzie musiał kupować dwie paczki kredek-jedno dla mnie drugie dla dziecka żebyśmy się nie poblili. W momencie bardzo smutnym i trudnym dla mnie próbował mnie pocieszyć na swój sposób-”może wejdziemy i pooglądamy zabawki” kiedy odmówiłam westchnął -rzeczywiście nie jest dobrze.
Żałuję co prawda, że nie przeniosłam całej zabawy na taras bo potem zrobiło się w domu bardzo ślisko…Ale cóż, przed nami dzień dziecka.
Jakiś czas temu zainteresowałam się wczesną edukacją głównie dzięki kilku blogom. Większość blogerek bazuje na zasadach Montessori. Robię to bardziej oczywiście żeby się pobawić niż na siłę czegoś uczyć. Tymo zdecydowanie nie ma ku temu predyspozycji, gustuje w zajęciach dla młodszych wiekowo dzieci i dość szybko się nudzi. Zdecydowanie ma pociąg do motoryzacji-swoim samochodzikiem potrafi zawrócić na trzy nawet jeśli ten sam manewr musi być wykonany kilka razy a wszystko intuicyjnie. Szczytem szczęścia jest możliwość kręcenia kierownicą w prawdziwym samochodzie u taty na kolanach. Nie wolno wtedy dotknąć nawet tej kierownicy. Kiedy raz przez przypadek napił się piwa nie można go było uspokoić bo jak twierdził-”już nie będę mógł kierować z tatą samochodem”. Nie mniej jednak powoli zaczął się przyzwyczajać do moich kart trzyczęściowych i zabaw uczących- nawet zaczął się o nie dopominać. Faktem jest że dużo można się nauczyć po prostu obserwujac swoje dziecko. Niechętnie segregował przedmioty ale jak go o to poprosił dinozaur…Potem tylko przypominał-ale nie ty mamo , dinozaurem mnie pytaj. Teraz już wiem że to musi być zabawa. Pani z zaprzyjaźnionego sklepiku w mojej gminie (ha!) tuż obok remizy straży! wysłała mi smsa że zdobyła dla mnie barwniki do jajek. Ciągle mieszanie kolorów zamrażanie kolorowych kostek to fajna zabawa-polecam też barwiony takimi barwnikami ryż; od zabawy w sklep (karty z cyframi świetnie nadają się na pieniądze) do magicznych rysunków  (wysypuje się ryż na zrobione klejem rysunki). Jednym słowem-bawimy się.

Uwielbiam jeść na śniadanie jajka na miękko z Tymkiem. Z jednej strony boleśnie odczuwam brak żółtka które według mnie jest najlepszą częścią jajka, z drugiej w zamian dostaję białko i szeroki uśmiech. Tymek nie je białka bo jest uczulony. Mamy więc ścisły podział ról. Tymek rozbija skorupkę, potem ja wyżeram białko potem on żółtko potem znowu ja białko. Zawsze próbuje trochę tego białka mi ukraść. Dziś pokonaliśmy tak cztery jajka. Zaskoczył mnie tym że sam sobie te jajka na śniadanie wymyślił. Zauważyłam ze wymagania rodziców rosną razem z możliwościami dzieci. Wcale nie wydaje mi się to takie oczywiste-mam na myśli to, ze nigdy nie jesteśmy z dziecka zadowoleni. Opanuje jedną czynność a już byśmy chceili żeby był dorosły i robił wszystko lepeij od nas. Te cechy które najbardziej mnie irytują w Tymku to są moje cechy. Uświadomiłam sobie to całkiem niedawno i bardzo mnie to zaskoczyło. Jest chaotyczny robi kosmiczny bałagan i brak mu organizacji, nawet moją „flądrowość” trochę przejął, w końcu nie dba o to że wyciera się w koszulkę. Je też przeciez nie jestem pedantką.

Chce mi się wolnego czasu. A tu się nie zapowiada. Wiem, że był niedawno długi weekend ale mi by się przydał długi tydzień. Nowa praca trochę mnie przeraża głównie ze względu na to że będę pracować o 3 godziny dłużej. Nie wiem jak sie zorganizuję i jak dogadam się z personelem. A to bardzo ważne przecież. Wydaje mi sie że i mi i Arkowi potrzeba wyjazdu. Jakoś nerwowo ostanio. Wczoraj kupiliśmy zasłonki które na miejscu okazały sie być firankami a ponieważ Arek nie wziął paragonu więc amba. Ciągle brak mi czasu na zabawę z Tymkiem, na zrobienie niezłego bałaganu i szaleństwa jak kiedyś. Kwitną magnolie. Zupa z czerwonej soczewica w końcu mi wyszła. Chleb przestał mi wychodzić. Skórka odchodzi od miąższu.

…..

1 komentarz

Arek pyta mnie co to znaczy że potwór w jego wykonaniu był sugestywny.
Tymo spieszy z odpowiedzą-stywny to znaczy że już się nie ruszał.

Dziadzio przekopuje grządki w pocie czoła, Tymko zapytany co robi dziadzio w ogrodzie po chwili namysłu odpowiada-bawi się łopatką.
   

Mamy problem serwetkowy-każda koszulka jest serwetką. Przychodzi moment kiedy opadają mi ręce-Tymo biega w samych majtkach po domu po czym podbiega do szafki wyjmuje ubranie i wyciera w nie buzie. Bez problemu wytrze się w bluzkę z krótkim rękawem.

Idąc po Tymka do przedszkola napotkałam leżące na drodze coś. Nie wiedziałam co to jest a bałam się, że martwe zwierzę nad którym dziecię moje za chwilę będzie płakać. Tymek ma fazę na obrońcę zwierząt, zalewa się łzami nawet jak się tupnie na psa. Podchodzę do owego czegoś i stwierdzam że to istotnie zwierzę w dodatku żaba, sekundę później dotarło do mnie że żywa a ja się nad nią pochylam i ani chybi zaraz na mnie skoczy. Najpierw oblał mnie pot, potem oddaliłam się z godnością ostrzegając na odchodnym że zaraz ją ktoś rozjedzie. Kiedy chwilę później wracałam z dzieckiem tędy żabę znalazłam zaraz przy drodze z partnerem na plecach. No cóż przynajmniej wyszło na jaw dlaczego się tak spieszyła i narażała życie na asfaltowej drodze. Nowiutka praca pachnąca nowością czeka na mnie cierpliwie. Mam nadzieję w związku z tym dołożyć to i owo do swojej szafy. Chmury chwilowo rozpędzone. Za oknem wiosna. Drzewa okryły sie rózowym kwieciem. Patrzę i nasycam duszę tym darmowym luksusem. Nie przeszkadza mi już brak żaluzji. Z planów na weekend- zero pośpiechu, śniadania na tarasie i rowerowe przejażdżki. W końcu też spełnię się aktorsko-zagram w sztuce-prezencie dla dzieci w przedszkolu Tymka. Już się boję….

Powstają w mojej głowie notki ale jakoś nigdy nie wystarcza mi samozaparcia żeby je spisać. Dzieje sie zbyt dużo żeby to ogarnąć i spisać i ciągle dzieje sie źle. Czekam na koniec tego pasma i ciągle z tą samą nadzieją, że tym razem wieści będą dobre, coś się przełamie i skończy ta bessa. Nerwowo reaguję na telefony i budzę się rano z lekkim przestrachem -co dzisiaj, cegła spadnie mi na głowę? Być może zmienię pracę ale wcale nie jestem pewna czy to dobra wiadomość , w końcu kto to może wiedzieć. Dochodzę do wniosku że jednak łatwiej kiedy coś nie tak jest ze mną niż z kimś bliskim. Ogarnia mnie bezradność. Wiosna 2011 nie przyniosła nic z tego na co czekałam.

Na zewnątrz słońce a w środku mrok.


I udało się bez kropek i przecinków ;)

Firany

5 komentarzy

Za oknem piękne słońce, czas pomyśleć czym te okna zasłonić. Pojawiają sie luźne pomysły w postaci-pociągnąć wapnem bielonym, wstawiać pozostałe bloki styropianowe. Panie z firmy XYZ powiedziały że za mało kolorów w mieszkaniu i za surowe, ale one powieszą pliski, firany, rolety rzymskie a tu ostatecznie doszuje się dwie brązowe poduchy na odchodnym rzuciły patrząc w stronę skórzanego narożnika. Pokazały mi materiał brązowy w jakieś błyszczące liście, tak średnio ma się to do całości. Następnego dnia dostaliśmy na kartce wyrwanej z zeszytu kosztorys na 13 tys zł. Kartka była przedmiotem uciechy cały wieczór od czasy do czasu zaglądamy zeby się pośmiać. A okna dalej puste i brudne niemiłosiernie.


  • RSS